ŚLADY NASZYCH STÓP

 

Te podróże to najlepsza inwestycja we wspomnienia naszych dzieci o szczęśliwym dzieciństwie.

  • Wynajęty kamper:

  • Coral XL
    Axess 670 DK

Data podróży:

31 Maj - 04 Lipiec 2018

Odwiedzone kraje:

Niemcy Dania Austria

Liczba osób:

3 dorośli, 2 dzieci

Pokonana odległość:

3356 km

Jesteśmy rodzicami 3 dzieci: córka ma 13 lat, chłopcy po 6. Siedem lat różnicy to na tym etapie bardzo dużo, jest nam coraz trudniej znaleźć takie rozrywki dla całej rodziny, aby każdy bawił się dobrze. Dwa lata temu przyjaciele polecili nam wyjazd do Legolandu na Dzień Dziecka. Tak zaczęła się tradycja corocznych, kamperowych wyjazdów do najlepszych parków rozrywki w Europie.

Do Danii postanowiliśmy pojechać kamperem, bo była to najwygodniejsza i najkorzystniejsza cenowo opcja. Bilety do Kopenhagi były nawet tanie, ale Dania to generalnie drogi kraj. Przejazdy pociągiem, noclegi i wyżywienie dla naszej piątki przekroczyłoby nasz budżet. Trasę z Warszawy do Billund obliczyliśmy na ok. 12 godzin. Wyjechaliśmy wieczorem, rano byliśmy już w Randbol, gdzie zarezerwowaliśmy miejsce na Randbøldal Camping, oddalonym o 10 km od Legolandu. Naszą pierwszą reakcją było "rety, jak tu zielono!". Kemping jest położony w pięknej okolicy nad jeziorem, wokół same lasy. Zapewnia mnóstwo atrakcji, jest zjeżdżalnia, plac zabaw, wypożyczalnia rowerów, restauracja. W pobliżu znajduje się również park wodny i zoo.

Jedzenie przywieźliśmy z Polski, na miejscu kupowaliśmy głównie chleb z kempingowej piekarni, świeżo wypiekany, przepyszny! O piekarni powiedzieli nam Polacy pracujący na kempingu. Dzięki nim nie mieliśmy problemów z załatwianiem formalności.

Bilety do Legolandu rezerwowaliśmy wcześniej przez internet. Wybraliśmy opcję na 2 dni, co wychodzi taniej, a i tak nie da się zwiedzić wszystkiego w ciągu jednego dnia. Na noc wracaliśmy na kemping, co zajmowało nam jakieś 15 minut. O samym Legolandzie moglibyśmy napisać wiele, jest niesamowity. Przede wszystkim jest tam dużo przestrzeni i zieleni, nie trzeba bać się tłoku i zagubienia w tłumie. W parku są strefy tematyczne. Maluchy były zachwycone Duplolandem, my z córką Oceanarium i strefą piracką.

Nie mieliśmy problemu z zaparkowaniem kampera. Wokół parku jest kilka parkingów, a obsługa pokierowała nas na właściwe miejsce, skąd mieliśmy niecałe 10 minut spacerem do głównego wejścia.  

Całą naszą wyprawę relacjonowaliśmy oczywiście na Facebooku, dzięki czemu wydarzyło się coś miłego - odezwali się do nas przyjaciele ze studiów, którzy mieszkają od lat w Kopenhadze. Napisali, że musimy ich koniecznie odwiedzić, a my pomimo dzielącej nas sporej odległości nie zastanawialiśmy sie ani chwili. Przedłużyliśmy wyjazd o 1 dzień i zamiast do domu ruszyliśmy do Kopenhagi. Na miejscu byliśmy po niecałych 4 godzinach. Po drodze zatrzymaliśmy się kilka razy, by podziwiać widoki. W Kopenhadze spotkaliśmy się w Tivoli Gardens, kolejnym wspaniałym parku rozrywki. Dowiedzieliśmy się, że jest to drugi najstarszy park rozrywki na świecie. Zajmuje dużą powierzchnię i jest bardzo zadbany. Dzieci szalały po alejkach, a my mogliśmy swobodne rozmawiać na ławeczce, wybraliśmy się też do miejscowej restauracji i na diabelski młyn.

Wycieczka zakończyła się sukcesem, dzieci były przeszczęśliwe. Zapytały, czy możemy już zawsze na Dzień Dziecka jeździć do Legolandu. Wtedy pomyśleliśmy, że to faktycznie niezły pomysł, może niekoniecznie do Legolandu, ale do innych europejskich parków - czemu nie? Tak zaczęła się nasza tradycja corocznych wyjazdów z okazji Dnia Dziecka.

W zeszłym roku byliśmy w Wiedniu w lunaparku Prater. Pojechaliśmy oczywiście kamperem. Zatrzymaliśmy się na nowym parkingu dla kamperów, Reisemobil - Stellplatz Wien. Nie jest to typowy kemping, tylko właśnie parking, ale z dobrym zapleczem sanitarnym i jest położony w mieście, niedaleko stacji metra i przystanku autobusowego. Po mieście podróżowaliśmy metrem. Droga na Prater zajęła nam niecałą godzinę, ale minęła szybko. Na Praterze spędziliśmy cały dzień, kulminacyjnym momentem był oczywiście przejazd słynnym diabelskim młynem. Niedaleko parkingu znajduje się też pałac Schonbrunn, gdzie wybraliśmy się na spacer i zwiedzanie wnętrz. W pałacu są audioprzewodniki w języku polskim.

W tym roku wyjechaliśmy nieco dalej, do kompleksu Europa Park w Rust, niedaleko granicy niemiecko-francuskiej. Teren parku jest ogromny, znajduje się tam kemping, z którego skorzystaliśmy. Z miejsca, w którym zaparkowaliśmy mogliśmy obserwować otaczające kemping rollercostery. Park robi imponujące wrażenie, przede wszystkim jest ogromny, pełen atrakcji, hoteli, restauracji. Jedna z nich ma nawet gwiazdkę Michelin. Park jest podzielony na strefy tematyczne o różnych europejskich krajach. Jest strefa włoska, niemiecka, grecka, angielska i kilka innych. Sam pobyt na kempingu jest nie lada atrakcją - kemping urządzony jest w stylu dzikiego zachodu. Śniadanie jedliśmy w restauracji rodem z westernu.

Drogę do Rust przejechaliśmy "na raz", z powrotem byliśmy jednak tak zmęczeni, że musieliśmy się zatrzymać na noc na kempingu. Stanęliśmy niedaleko Drezna na Camping&Freizeitpark LuxOase, bardzo dobrze wyposażonym, położonym na ładnym, zielonym terenie. Dotarliśmy tam bardzo późno wieczorem, mimo tego obsługa była bardzo przyjazna, pomogła nam zaparkować i załatwić wszystko tak, by nie obudzić dzieci.

Trzeba przyznać, że nasze podróże są bardzo wymagające, kosztują nas sporo sił, fizycznie wracamy wyczerpani, za to bardzo szczęśliwi i zrelaksowani. Ten czas spędzony z dziećmi jest bezcenny, mamy swoją małą, rodzinną tradycję, a dzięki kamperowi mamy zapewnione wszelkie wygody, jakich nam potrzeba. Dzieci czują się z nami bezpiecznie, a wszystko, czego nam potrzeba mamy pod ręką. To wielka wygoda i chyba najlepszy sposób na podróżowanie z dziećmi. Już planujemy kolejny wyjazd, na razie wahamy się między dwoma parkami - Disneylandem pod Paryżem i Zoomariną w Portugalii.

Natalia C.

 

Adres

  • ul. Śniadeckich 52/18
    86-300 Grudziądz

Telefon

Copyright Rental Camper

Created By H7