ŚLADY NASZYCH STÓP

 

Daleko za peletonem, ale zawsze. Nasza podróż śladami Giro d`Italia!

  • Wynajęty kamper:

  • Coral XL
    Axess 670 DK

Data podróży:

10-20 Maj 2018

Odwiedzone kraje:

Niemcy Włochy Lichtenstein Szwajcaria

Liczba osób:

3 dorośli

Pokonana odległość:

3396 km

W kolarstwie, zwłaszcza amatorskim jest tak, że apetyt na więcej rośnie bardzo szybko. Więcej wzniesień, więcej kilometrów, więcej wyzwań. A gdyby tak zmierzyć się z górskimi etapami Giro d`Italia, a przy okazji poczuć kolarskie emocje i kibicować najlepszym? Pomysł na tegoroczną wyprawę i przygotowania do niej rodził się miesiącami. Wypożyczyliśmy kampera, spakowaliśmy rowery i wyruszyliśmy w długą podróż na 101 wyścig dookoła Włoch.

Naszym celem były góry Piemontu, gdzie odbywały się dwa ostatnie, górskie odcinki wyścigu. Trasa prowadziła przez Berlin, Lipsk, Norymbergę, Lichtenstein i Szwajcarię. Pierwszy raz na dłużej zatrzymaliśmy się w Cannero Riviera nad jeziorem Lago Maggiore. Miejscowość jest mała, ale malownicza. Czuć tam śródziemnomorski klimat. W miasteczku zapewniają świetne warunki do uprawiania sportów wodnych. Po jeziorze pływają liczne żaglówki, kajaki i windsurferzy. Zaparkowaliśmy nad brzegiem jeziora, gdzie spędziliśmy pierwszą noc. Wieczorem rozłożyliśmy stolik i krzesła, rozsiedliśmy się wygodnie i otworzyliśmy butelkę lokalnego wina, kupionego w gospodarstwie przy drodze za kilka euro. Smakowało, jakby kosztowało fortunę.

Do wyścigu zostały nam jeszcze 2 dni, ruszyliśmy więc na zachód w kierunku granicy francusko - włoskiej, gdzie w miejscowości Bardonecchia finishował 19. etap. Zatrzymaliśmy się na kempingu Bokki 5 km od Bardonecchii. Kemping położony jest w lesie sosnowym, w niewielkiej dolinie, co sprawia, że widoki są obłędne - wszędzie wokół są góry. Kemping jest całoroczny, przygotowano go głównie z myślą o narciarzach i okolicznych trasach, chociaż latem jest tu wielu wspinaczy i oczywiście kolarzy oraz kibiców. Giro d`Italia to niemal święto narodowe, kibice dopingują kolarzy na trasie na wszelkie sposoby. Podobno miejscami jest głośniej, niż na stadionie - teraz mieliśmy się przekonać, jak to, co relacjonował superduet Jaroński/Wyrzykowski wygląda w rzeczywistości.

Na kempingu wyjęliśmy rowery i pojechaliśmy na przejażdżkę do Bardonecchii. Miasteczko jest małe, to typowa górska miejscowość otoczona wysokimi szczytami. Z czymś nam się kojarzyła, na miejscu przypomniało nam się, z czym - tam odbywały się niektóre z zawodów w czasie zimowych igrzysk w Turynie w 2006 roku.

Nadszedł wielki dzień - peleton zmierzał w stronę Bardonecchii. Postanowiliśmy dojechać na najbardziej morderczy podjazd etapu na górze Colle delle Finestre. Podjazd okazał się morderczy nie tylko dla kolarzy, ale też dla nas, bowiem tu zaczynały się już poważne serpentyny. Droga była jak wstążka, musieliśmy jechać bardzo ostrożnie i powoli, zatrzymując się przed każdym zakrętem, by upewnić się, czy z naprzeciwka nic nie jedzie. Na przejechanie 60 km potrzebowaliśmy ponad 1,5 godziny. Większość zakrętów była tak ostra, że dwa samochody, tym bardziej kampery nie miałyby szansy się minąć. Kamper sprawdził się świetnie, prowadził się bardzo dobrze, to trzeba przyznać, nie było powodów do obaw. Jednak sama świadomość wysokości, nad którą się znajdujemy i przepaści, wzdłuż której jedziemy mocno działa na psychikę.

Gdy peleton przejechał, ponownie wyjęliśmy rowery, by zmierzyć się z górą. Niespełna 10 km podjazd wymęczył nas okrutnie, ale daliśmy radę. Zjazd na dół po kampera okazał się nie mniej trudny - było ślisko a rozgrzane hamulce trzymały nas jakby w zawieszeniu między niebem a ziemią - bardzo przyjemne uczucie :)

Przed nami był przedostatni w wyścigu, a ostatni górski etap. Kibicowaliśmy na wysokości wioski Antey Saint Andre, niecałe 20 km od mety w Cervinii. Na noc zatrzymaliśmy się na kempingu Camping Villaggio Turistico Glair‎, niewielkim, ale bardzo klimatycznym, zielonym i jak poprzednie pięknie położonym w górach. Ostatni dzień podróży spędziliśmy na rowerach, wypalając mięśnie do końca na ostrych podjazdach.

 

Do Bydgoszczy wracaliśmy tą samą drogą, którą przyjechaliśmy. Zatrzymaliśmy się kilka razy na stacjach benzynowych, raz na dłużej pod Berlinem. Do stacji przynależały łazienki z kilkunastoma kabinami prysznicowymi. Wykąpaliśmy się, odpoczęliśmy i ruszyliśmy w ostatnią prostą.

Z podróży na Giro d`Italia przywieźliśmy setki, jeśli nie tysiące zdjęć i filmików kręconych po drodze. Pamiętam, jak nie mogliśmy się powstrzymać, by zatrzymać się na chwilę i obfotografować otaczające nas góry i górskie potoki. Tych przystanków było bez liku, to niesamowite, co góry robią z człowiekiem. Stałem się bardzo sentymentalny, chciałem wszystko zapamiętać, łącznie z tym dziwnym, ale pięknym wrażeniem potęgi gór. Jesteśmy bardzo zadowoleni z kampera, z tego, jak dzielnie walczył na podjazdach. Na te kilka dni stał się naszym domem, niewielkim, ale wygodnym. Na pewno będziemy dążyć do tego, by takim kamperem wyruszyć jeszcze w niejedną podróż.

Karol B.

 

Adres

  • ul. Śniadeckich 52/18
    86-300 Grudziądz

Telefon

Copyright Rental Camper

Created By H7